Wszystko za życie

# 2, Był sobie pies

Labrador. Miała piękną sierść o biszkoptowej barwie i mnóstwo uroku, który sprawiał, że wybaczałam jej nie tylko obślinianie mi palców, ale także zjadanie moich ulubionych trampek z łyżwą. Na naszą całkiem udaną relację z pewnością miał wpływ fakt, iż tej drugiej czynności oddawała się zdecydowanie rzadziej niż pierwszej…

byl sobie pies.JPGPies jak to pies. Ale labrador – to trochę zmienia postać rzeczy. Jadła wszystko, co dało się zjeść. Kiedyś skaleczyła się w łapę, skończyło się to wizytą u weterynarza i szyciem rany. Jak się okazało w drodze powrotnej, opatrunek może być też świetnym obiadem. Jeśli chodzi o buty to była bardziej wybredna. Poczynione przeze mnie obserwacje sugerowały, że te droższe musiały mieć lepsze walory smakowe. Niemniej jednak całkowicie od diety mięsnej nie odeszła, co skutkowało czasami takimi dialogami:

- Powiedz mi, ile kur powinno być na podwórku?

- Nie wiem, czekaj, zapytam się… Mama mówi, że pięć.

- Okej, to powiedz jej, że są cztery ;>

Z psem, przyjacielem, było mnóstwo zabawy. Na podwórku rosła jabłonka, owoce miały wątpliwe walory smakowe, ale doskonale nadawały się do aportowania przez psa. Późnym latem i wczesną jesienią, póki jeszcze ściernisko nie zostało zaorane, chodziłam z nią w pole i rzucałam jabłkiem najdalej, jak tylko mogłam, a ona latała jak szalona i dumna z siebie wracała z obślinionym owocem.

Chodziłyśmy często na takie spacery. Zachodziło słońce, na niebie pojawiały się pomarańczowe i czerwone języki, wiał delikatny wiatr, z każdym krokiem słychać było charakterystyczny trzask pozostałych na polu ściętych łodyg zbóż, a do nozdrzy dostawał się zapach lasu sosnowego wymieszany z zapachem pojawiającej się wieczornej rosy. Przez całą drogę wariowałam z psem, ale gdy docierałam do końca pola, będąc już dosyć daleko od domu, zatrzymywałam się i omiatałam wzrokiem całą panoramę. Moje zmysły cieszyły się tym, co otrzymują. Przysiadałam na polu przy okazji brudząc sobie na tyłku spodnie, ale to nie było w żaden sposób istotne. Bo ta chwila była idealna. Spokojna. Przynosząca wzruszenie, bo ten świat jest całkiem piękny.

I gdy tak kilka dni temu powróciłam do źródeł i usłyszałam ten utwór to moje myśli powędrowały właśnie do tego miejsca. Oczami wyobraźni widziałam, jak siadam na ściernisku i omiatam spojrzeniem cały krajobraz. Chwila wzruszenia, spokoju jak kiedyś, ale teraz z kimś, pomyślałam. Kiedyś Ci to miejsce pokażę, pomyślałam.