Wszystko za życie

Ponad rok temu…

„Jako że marnuje się ta przestrzeń, leży odłogiem, pająki wydziergały tu już niezłą pajęczynę… za parę dni pewnie wprowadzą się bezdomni, rozpalą ognisko i zamieszkają… Korzystam więc z tego porzuconego kawałka serwera… Sprzedam skarpety używane, par 17, lekko dziurawe, po lekkiej przepierce ręcznej.”

…pojawiła się na moim blogu oferta sprzedaży skarpet. Biorąc pod uwagę to, co dzieje się tu obecnie, postanowiłam napisać, bo po pierwsze – pająków sympatią nie darzę, po drugie – nie wiem, co jeszcze używanego, dziurawego i po lekkiej przepierce ręcznej See You ma do sprzedania. Oto więc jestem czyniąc ponownie poniedziałki dniami notki.

Dwa tygodnie temu skończyły się studiowo – sesyjne wojaże. W pierwszym semestrze w przypływie ułańskiej fantazji („O! Wybiorę sobie ten przedmiot, wiem, że będzie trudny, ale nauczę się czegoś nowego i ciekawego.”) chodziłam sobie poniedziałkowymi popołudniami na obliczenia, a naiwność przysiadała się obok mnie i poklepywała mnie po ramieniu uśmiechając się ironicznie. Przedmiot podziałał na moją refleksyjną naturę, bowiem w październiku powtarzałam w duchu „Boże, za jakie grzechy?”. W grudniu natomiast mówiłam do siebie „Boże, ja wiem za jakie grzechy, ale czemu tak mocno?

Drugi semestr nie był tak zabawny jak pierwszy, choć od czasu do czasu obfitował w przebłyski mojej elokwencji:

- Czemu Pani robi pracę magisterską na roślinach, jak Pani się nowotworami interesuje?

- Yyyy… - no bo jak tu zwięźle wytłumaczyć, że Tiara Przydziału wahała się, czy przydzielić mnie do zakładu roślinnego czy zwierzęcego, ale na moją prośbę oddelegowała mnie do tego pierwszego i do tego czasu ściga mnie blond czarnoksiężniczka? Właśnie, sami widzicie, że to dosyć skomplikowane.

Poza tym wyprowadziłam się. Tu powinna pojawić się adnotacja, że gdyby ktoś powiedział mi rok wcześniej, że sama z własnej woli wyniosę się ze Śródmieścia, zrezygnuję z mojego ulubionego parku w pobliżu to a. roześmiałabym się, b. wyśmiałabym delikwenta, c. na mojej twarzy pojawiłaby się sceptyczna mina, której treść można spuentować słowami „weź nie pierdol”. A jednak. Ale żeby o tym opowiedzieć, muszę cofnąć się do okresu wiosennego. Tudzież zimowego. Bo właśnie wtedy umówiłam się na kawę. Kawa sama w sobie była bardzo dobra, na etykietce wyraźnie miała napisane „bezkofeinowa”, „zero kcal” i „niezobowiązująca”. O ile dwie pierwsze cechy się sprawdziły, tak ta ostania już nie.

Moja druga połowa wielokrotnie mnie zachwycała. Swoją inteligencją, mądrością, poczuciem humoru. Oczarowała uśmiechem, pięknymi oczami i rzęsami, przyjemną w dotyku skórą. Swoją błyskotliwością i trafnością wypowiedzi.

Razu pewnego zdarzyło się, że Pusia Nr 2, wzór cnót i inspiracja dla Perfekcyjnej Pani Domu, postanowiła przekazać mi istotną z jej punktu widzenia informację:

- Słuchaj, ja przywiozłam z domu deskę do krojenia, więc jak będziesz z niej korzystać to dopilnuj, żeby nie leżała w zlewie mokra, bo gnić zacznie, jakieś grzyby się pojawią i się rozchorujemy jeszcze.

- To akurat wam najmniej grozi – odrzekła trafnie moja druga połowa biorąc poprawkę na upierdoloną kuchnię i klejące się naczynia, po których już skaczą różne szczepy bakterii.

Spojrzałam z zachwytem na D.  i pomyślałam, tak to ta jedyna.

W związku z tym, że związek z D. się rozwijał, powiększyła mi się rodzina. Najpierw o dwa psy. Jeden z nich jest bardziej normalny (o ile normalnością można nazwać wybieranie dokładnie centralnego miejsca na chodniku/drodze/skrzyżowaniu/parkingu i robienie tam kupy). Drugi mniej. Bo o ile przejawia wysoki poziom kultury, jeśli chodzi o toaletę, tak rozkładanie się na plecach tuż obok laptopa, przy którym pracujesz/głowy wygodnie ulokowanej na poduszce i wystawianie na widok publiczny miejsc intymnych nie krępuje go zupełnie…

Gdy dwa psy mnie zaakceptowały, przyszła kolej na teściową i trzeciego psa. Dzięki teściowej regularnie zwiększam swoje umiejętności w kwestii tego, jak skutecznie obudzić rano moją drugą połowę. Optymistyczna wersja wydarzeń zakłada, że w razie gdyby życie zawodowe mnie nie satysfakcjonowało to zawsze mogę zrobić karierę pisząc poradniki efektywnego wstawania. Mniej optymistyczna – że będzie to powieść oparta na faktach, jak z trudem uniknęłam morderstwa z rąk niewyspanej kobiety…  

A wiecie, co jest w tym wszystkim najlepsze? To, że to życie uszczęśliwia mnie i cieszy.

Cracker

W kolejny poniedzialek o tym.JPG

Tymczasem w kolejnej notce...