Wszystko za życie

Chwile kradzione losowi

W liceum należałam do osób z nieco wyższą od przeciętnej średnią ocen. To w połączeniu z zainteresowaniem biologią oraz środkami unijnymi pozwoliło mi zobaczyć, jak wyglądają sale wykładowe na Uniwersytecie Opolskim, laboratoria na Uniwerku w Łodzi, zwiedzić Toruń, pokręcić się po Zamku w Malborku, zobaczyć zachód słońca nad polskim morzem i spojrzeć jednym okiem na Saturna w obserwatorium w Niepołomicach.

Niemniej jednak zawsze mnie kusiło, by pojechać w góry. Ale zamiast trzydniowego wyjazdu w Bieszczady miałam zimową kurtkę. Takie coś kosztem czegoś, bo lepiej, żeby było mi ciepło w zimie, niż żebym zobaczyła jeszcze kawałek Polski. A że ten kawałek Polski miał być zobaczony nie za pieniądze unijne to już zupełnie inna para kaloszy…

No ale wróćmy do tego, że kusiło. Bo góry tak majestatycznie wyglądają, bo o górach z taką pasją i błyskiem w oku opowiadał ten nasz Darek, który miał przyzwolenie, by nawet po ukończeniu przez nas 19 lat, nazywać nas smerfikami. Więc o górach sobie marzyłam, tak po cichu, o, że kiedyś, jak się usamodzielnię to pojadę.

Pojechałam szybciej, niż myślałam, odpowiadając na krótkie „Pojedźmy do Zakopanego.” jeszcze krótszym „Tak.”. No to pojechałyśmy. Po drodze Kraków – zwiedzanie Zamku na Wawelu, mizanie smoka pod bródką oraz obowiązkowe wspólne zdjęcie na tle polskich flag. O ile ta pierwsza i druga czynność była podyktowana bardzo szlachetnymi pobudkami, w postaci zwiększania wiedzy o świecie, tak ta ostania tylko i wyłącznie złośliwością w najczystszej postaci ;>

No i Zakopane. Góry. Oczywiście do wszystkich naszych wypraw podeszłyśmy bardzo profesjonalnie – założyłyśmy odpowiednie do tego celu buty, czyli Najki i naturalnie nie zapomniałyśmy, by zabrać ze sobą najpotrzebniejszych rzeczy w postaci pieniędzy na wodę (czyt. alkohol) oraz papierosów i zapalniczek :3 I z takim oto zestawem niedzielnego turysty górskiego wyruszyłyśmy na szlak. O ile ten zestaw całkiem nieźle się sprawdził, jeśli chodzi o Gubałówkę, tak po dotarciu wyciągiem na ośnieżony Kasprowy, mógł być całkiem dobrą przyczyną odegrania pierwszoplanowej roli w ogólnokrajowych wiadomościach. Po krótkiej analizie sytuacji stwierdziłyśmy, że nie będziemy w mediach robić konkurencji „dobrej zmianie” ;>

smok.JPGTak, wiem, smok duży jest, ale nie dopytujcie proszę, czy aby na pewno miziałam go właśnie pod bródką :3

A poza tym to było SUPER! Góry są piękne i majestatyczne, szwędaczka przyprawia o zadyszkę, zmęczenie i szeroki uśmiech na twarzy, zapach drzew pobudza, oczy przyjemnie błyszczą zachwycone tym, jakie to wszystko jest piękne… A całości dopełnia idąca tuż obok D. Idealnie, myślę, idealnie…

Dziś znów wyjeżdżam, by zobaczyć trochę świata. Jeszcze kilkanaście godzin i opuszczę ten kraj, który ostatnimi czasy sprawia, że w głowie mam tylko jedną myśl. „Jak zachwyca, kiedy nie zachwyca?”. Kraj pełen prawych ludzi rzucających spojrzenia, które bynajmniej nie pałają miłością do bliźniego swego. Kraj, w którym posiadamy profesjonalną siatkę antyterrorystyczną w postaci kioskarek, którym łowcy cieni z CBŚP mogą jedynie czyścić buty. I w końcu kraj, w którym patrząc na to wszystko coraz bardziej chce się machnąć ręką i powiedzieć „A idź Pan w chuj!”.

Cracker

PS. Tymczasem w kolejnej notce – dlaczego nie ma zdjęć z Tatr ;)