Wszystko za życie

Zostawiam

Zostawiam różne rzeczy. Czasami w domu zostawiam swój pseudoodtwarzacz i potem w duchu opieprzam sama siebie, bo jak można iść przez życie nie słuchając muzyki? Czasami zostawiam to, co napisałam. A czasami zostawiam to, co piszę. Tak będzie i tym razem.

Mam dosyć bogate doświadczenie. I to blogowe, i to życiowe. A blogi są jak etapy w życiu.

2.03.2008 r. Pamiętam, najpierw był mblog, gdzie uczyłam się pisać coś bardziej ambitnego. Tudzież zwyczajnie doszłam do wniosku, że skoro to, co piszę jest lepsze niż wytwory zdecydowanej większości moich rówieśników to fajnie byłoby to rozwijać. Więc były abstrakcje, life offy, próby uchwycenia czegoś ciekawego w równie ciekawy sposób. A po półtora roku uznałam, że blog spełnił swoje zadanie.

Potem, 29.11.2009 r. przeniosłam się na Interię. I pisałam. Z werwą, z polotem, z humorem i dystansem. Niektórzy mówią, że zostało mi to do dziś ;> Miałam wyznaczony cel i plan na przyszłość i próbowałam go realizować. W międzyczasie karkołomnie uczyłam się wchodzić w nowe relacje z ludźmi i próbowałam się w nich odnaleźć. Ale przychodzi taki okres, że mówisz sobie dość. Przynajmniej na jakiś czas. Otwierasz nowy etap w życiu, nowy blog.

I tak oto trafiłam tutaj. Z zadziwiającą regularnością, bo 3.02.2012 r. stworzyłam tu pierwszy wpis. I chyba było tak, jak we wszystkich wcześniejszych etapach. Najpierw faza sukcesów na studiach, pierwsza piątka na pierwszym kolokwium, która otworzyła mi oczy, że choć może z małej miejscowości, bez pleców, bez wsparcia to jednak uda mi się coś w tym życiu wygrać i być kimś. I tak to trwało, mniejsze porażki mieszały się z większymi sukcesami na uczelni. Potem przyszedł czas na nich, tych, którzy przytępili krawędzie i byli. I dostarczali mnóstwo śmiechu, pozytywnej energii i entuzjazmu. A potem przyszła faza trzecia, podczas której uznałam, że znów warto wejść w karkołomne relacje i próbować się w nich odnaleźć. W międzyczasie załamywałam się i znów wyczołgiwałam na powierzchnię. Z dużą regularnością. Z resztą sami wiecie. Nie spodziewałam się jednak fazy czwartej, czyli otwarcia oczu na siebie.

Teraz może nie jest idealnie, ale to odpowiedni czas, by zacytować słowa, którymi wieńczyłam swoje pierwsze poletko:

W lutym założyłam bloga. Miało to czemuś służyć i spełniło swe zadanie (chwała mu za to). Nadałam mu pewien charakter, miał mój styl i co tu dużo mówić – był częścią mnie. Dziś czytając te notki patrzę, jak wiele się zmieniło. Nie chcę jednak pozostawać w miejscu, dlatego zbieram manatki i ruszam w drogę.

Tak więc umarł król, niech żyje król! Niedługo otwarcie nowego bloga, zapraszam więc na kawę i ciasto / kawę i papierosa / kawę i coś miłego do poczytania, w zależności co kto preferuje. Będzie fajnie! :)

I na sam koniec – dziękuję Wam wszystkim, że byliście, że odwiedzaliście, że przywoływaliście do porządku w przypadku dłuższych nieobecności, że dawaliście wsparcie, siłę i kierowaliście mnóstwo pozytywnych słów, które pomagały. I… do zobaczenia :)

Cracker